26 lut 2014

26. Update!

No dobrze...
Teraz będzie szybko i na temat. Udostępniam internet z telefonu, więc nie mam za dużo czasu.

Moja hostka od wczorajszej rozmowy jest dla mnie miła. Nawet znalazła jakiś okruszek, ale nic nie powiedziała! Aczkolwiek ja jestem jak słoń...nigdy nie zapominam.

Dzisiaj jest mi wszytko jedno. Jeżeli coś będzie nie tak postanowiłam reagować natychmiast. Niech wie, że nie może mnie źle traktować. Dotychczas hamowałam się przy chłopakach.

Zrobiłam sobie zacną kawkę :)
I mam swój dzień I don't care! 

Co do agencji. Mam jutro rozmowę na skype z Proworkiem. Mam nadzieję, że sytuacja się poprawi, ale opcja zmiany rodziny nadal istnieje.

25 lut 2014

25. Help cz.2

Historii ciąg dalszy...jestem w totalnym szoku co się tu wyprawia.

Dziś rano przeżyłam kolejną "burzę". Oberwało mi się tym razem za to, że A(lat 10) grał pół nocy na iPad'zie. Oczywiście nie była to moja wina, ale musiała na kimś wylądować swoją złość :( Tym razem trafiło na mnie. Chciałam zniknąć z pola rażenia i zajęłam się Ch. Z kuchni usłyszałam "Aaaaannnngggggggeeeelaaaaaaa" i już wiedziałam, że jestem w przysłowiowej dupie. Nikt nigdy nikt nie wypowiedział mojego imienia z taką furią. Zeszłam do niej i zaczęła się jazda bez trzymanki. O to, że "uciekam" przed nią. Że nie powiedziała co mam zrobić na tea. I że nie powiedziała mi rzeczy, które powtarza mi co wtorek od 5 tygodni. Ta sytuacja zaskoczyła mnie do tego stopnia, że nie umiałam wykrztusić z siebie słowa(taaaa ja!)
Idąc do szkoły z moim Ch. spotkałam mamę jednego z jego kolegów zapytała: czy wszytko jest ok bo już nie jestem taka uśmiechnięta jak zawsze.
Czyli można zauważyć gołym okiem, że coś jest nie tak!!!
Wyprasowałam co miałam do zrobienia. Płakałam nad cholernymi spodniami od Armani'ego. Niby bardzo bogaci uczeni ludzie...
Poszłam do sąsiadki( :*) popłakać. Siada mi na psychikę ta cała sytuacja. Obżarłam O z Białych Michałków. Jej hostka zna całą sytuację i strasznie stara mi się pomóc. Tym bardziej, że właścicielka agencji w UK to jej koleżanka. Poradziła mi bym do nich zadzwoniła. Jakie było moje zdziwienie kiedy pani w agencji powiedziała, że nie znajdą mi rodziny bo C musiała by mi napisać referencie i to chyba moja wina bo ostatnia au pair była z nimi ponad 2 lata. Mam sama to załatwić i powiedzieć że nie jestem szczęśliwa!
Na100% po naszej rozmowie zadzwoniły do C, bo nagle znalazło się moje kieszonkowe i powiedziała, że chce ze mną porozmawiać. Miała takie jazdy przy robieniu tea, że nie pytajcie...nikt jej nie prosił o to żeby weszła do kuchni i zaczęła gotować, bo świetnie sobie sama z tym radzę. Biadoliła przez 45 minut w końcu odwróciłam się, żeby wyrzucić coś do kosza, a ona się mnie pyta: "Where are your manners?" No ja pier.. że tak się wyrażę. Niemka zgrywa brytyjską arystokratkę! TYM BARDZIEJ, ŻE SAMA ZACZYNAŁA JAKO AU PAIR!
Cała ta "rozmowa" polegała na tym że zapytała się mnie czy jestem zadowolona. Na co ja jej powiedziałam, że nie bardzo i nie życzę sobie by się na mnie wydzierała. Ona na to :ja na Ciebie nie krzyczałam tylko jestem taka zajęta i czasami się denerwuję, kiedy rano jest taki pośpiech. SERIO??? Urwała rozmowę bardzo szybko by wytknąć mi dzisiejsze błędy. Doszła do wniosku, że mam "artystyczny" umysł i lubię bałagan...za to ona jest ścisła i lubi porządek. Patrz kurde nie zgrałyśmy się!
Dobra mniejsza i tak mam w zamiarze odejść! Chyba nawet nie powiem jej tego dwa tygodnie wcześniej.
Napisałam trzy emaile do mojej agencji w Polsce...na razie bez odzewu.
Jeżeli agencje mi nie pomogą mam kilka wyjść awaryjnych. Np. w kwietniu mogę przeskoczyć do rodziny pewnej Słowaczki. Tak czy inaczej zaczynam szukać na własną rękę. Po za tym kilka osób już wie, że chcę odejść więc pytają znajomych.
Otaczają mnie wspaniali ludzie...no po za tą jedną! Mam niesamowitą grupę wsparcia tu na blogu, w Farnham i w Polsce :* Dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna ;)

24 lut 2014

24. Help!!

Nie chciałam narzekać wcześniej...w ogóle nie chciałam tu narzekać!
Potrzebuję rady...bo jestem aktualnie nieszczęśliwa.
Nie ze względu na samotność, bo poznałam tu wspaniałych ludzi!! I nie żałuję, że zdecydowałam się na program.
Mam problem z moją hostką! Miesiąc miodowy się nam skończył. Niedawno wspomniałam, że się z nią pokłóciłam....
Może zacznę od początku bo mam mętlik w głowie :(
Jakiś czas temu wybuchła między mną, a C awantura. Ciekawscy zapytają o co ;)
Uwaga! Uwaga!
Powiedziałam, że nasza sąsiadka, a hostka mojej koleżanki jest "friendly". C zaczęła toczyć pianę. Odwróciła kota ogonem i wkręciła sobie, że powiedziałam że ona nie jest. Zaczęła na mnie wrzeszczeć, wpakowała 2/3 składu do samochodu i pojechała na basen. Za 15 minut dostaję telefon, że mnie przeprasza i to nie była moja wina. Po prostu zmęczenie się odzywa. Przemęczenie czy gorszy dzień nie dają nikomu prawa do traktowania innych jak gówno! Gdybym ja zrobiła jej taką akcję wystawiła by mnie za drzwi.
Potem nadeszły spokojne dni. Dalej walczyłam z malarzami i robiłam swoje.
Wszyscy byli zadowoleni, aż do Walentynek. Kiedy to moje szczęście(Ch.) największe zrobiło mi na ulicy scenę dantejską, że nie chce iść na piłkę nożną. Oczywiście moja hostmum miała wyłączony telefon i żadne argumenty do niego nie przemawiały. Robił się purpurowy, wrzeszczał i prawie nie oddychał. Widziałam dużo w moim życiu, ale tak rozpieszczonych dzieciaków to chyba nigdy. Wróciliśmy do domu i okazało się, że to moja wina bo nie zabrałam ze sobą przekąski. Ojej jaka jestem nieogarnięta, tylko pół dnia sprzątałam i jedyne o czym myślałam to cholerna przekąska.
Ostatnio zaczęła jazdy ze sprzątaniem...chociaż nie wiem jak bym się starła codziennie rano słyszę: "I feel crumbs". Zawsze przyjmuję to na klatę i po cichu się z tego śmieję. Ale dzisiaj przebiła wszytko i wszystkich. Mówi do mnie czuję okruchy wszędzie. Ja do niej nie moja wina to wy nabrudziliście w weekend. Ona z przekąsem mówi: nigdy nie było w moim domu tylu okruchów, od czasu jak ty tu jesteś jest ich 100% więcej.
Ja się pytam czy ona ma zdrową głowę?
Dla mnie ma nerwicę natręctw.
Sorry, ale nie będę niedzielnych wieczorów spędzać na jeździe na odkurzaczu!
Ostatnio była też taka sytuacja, że pomagałam chłopcom w czasie kąpieli, ona weszła do łazienki i mówi: "Ten dom jest za mały na 5 osób. Możesz już iść"! Ja się odwróciłam na pięcie i na schodach powiedziałam zawsze mogę zadzwonić do N(babka z agencji w Anglii) i będzie więcej miejsca. Nie wiem czy to usłyszała, ale zeszła po 5 minutach i była tak miła, że aż nie mogłam w to uwierzyć. Zastanawiam się czy nie cierpi na rozdwojenie jaźni!
Nastawiają pralkę w soboty i niedziele. Jak prawnie się kończy to słyszę to piszczenie. Czasami trwa to godzinę czy dwie zanim sama się nie podniosę i nie wyjmę rzeczy. Lubię pomagać, wierzę w karmę! Zdecydowanie przesadą jest to, że zdejmę suche rzeczy z linki w niedziele i czekają na mnie na kuchennym blacie w poniedziałek bo było im zbyt leniwo włożyć te pare ciuchów do szafy!
Pominę fakt, że ciągną mi antenę do pokoju od 6 tygodni. Nie dostałam do dzisiaj zwrotu za bilet(jestem tak wychowana, że nie lubię upominać się o pieniądze....to upokarzające!!). Że chyba tylko raz dostałam kieszonkowe na czas i bez moich smsów czy słów. Pieniędzy, które miałam dostać w piątek do dzisiaj nie widziałam! Nadal nie mam konta bankowego. Za kurs języka najprawdopodobniej będę musiała płacić sama. Sprzątam zdecydowanie za dużo jak na au pair i ciągle dorzuca mi coś nowego. Nie wolno mi rozmawiać w moim ojczystym języku!! :/
Robi mi takie jazdy, że jak opowiadałam o nich koleżanką to się za głowę łapały. Na prawdę nie starczyło by mi wieczoru, żeby to wszytko wam opisać.
Przestała mnie szanować, a co za tym idzie chłopcy mają mnie w szerokim poważaniu!

Wracając do dylematu...zastanawiam się czy nie zadzwonić do agencji w Anglii i nie poprosić ich żeby znaleźli mi inną rodzinę bo zaczynam świrować. Nawet nie umiem się już sztucznie uśmiechać :(
Serio potrzebuję pomocy i każda opinia się liczy! Nie wiem co mam zrobić! :(